Kontakt bezpośredni z adwokatem:

+48 668 359 677

Jak bronić kierowcy podejrzanego o spowodowanie śmiertelnego wypadku? Sprawa śmierci posła Łukasza Litewki

Wyjaśniamy, co dziś faktycznie wiadomo o sprawie śmiertelnego wypadku z udziałem posła Łukasza Litewki, jakie znaczenie ma zarzut z art. 177 § 2 k.k. i co w praktyce musi udowodnić prokuratura. Wyjaśniamy, od czego zależy odpowiedzialność karna kierowcy, jakie znaczenie mają dowody oraz dlaczego w tej sprawie kluczowe będą ustalenia biegłych, a nie medialne emocje.

Na wstępie trzeba powiedzieć jasno: nie znamy akt tej sprawy. Nie znamy pełnej dokumentacji z oględzin miejsca zdarzenia, opinii biegłych, zapisu monitoringu, zeznań świadków, dokumentacji medycznej kierowcy, ani dokładnej treści jego wyjaśnień. Dlatego wszystko, co można dziś powiedzieć, opiera się wyłącznie na informacjach dostępnych publicznie, przepisach prawa oraz doświadczeniu w sprawach karnych dotyczących wypadków drogowych.

Według doniesień medialnych 57-letni kierowca Mitsubishi usłyszał zarzut z art. 177 § 2 kodeksu karnego, czyli spowodowania wypadku komunikacyjnego ze skutkiem śmiertelnym. Prokuratura przekazywała, że chodzi o nieumyślne naruszenie zasad bezpieczeństwa w ruchu drogowym i nieumyślne spowodowanie śmierci posła Łukasza Litewki. Media informowały również, że kierowca został tymczasowo aresztowany, przy czym sąd dopuścił możliwość uchylenia aresztu po wpłaceniu 40 tys. zł poręczenia majątkowego, z dozorem policji i zakazem opuszczania kraju.

To jest sprawa tragiczna. Zginął człowiek. Zginął poseł znany z działalności społecznej i charytatywnej. Jednak nawet w sprawach budzących ogromne emocje podstawowa zasada procesu karnego pozostaje ta sama: odpowiedzialność karna nie może opierać się na gniewie opinii publicznej, lecz musi się ona oprzeć na dowodach.

Kluczowe pytanie: czy kierowcy można przypisać winę?

Art. 177 § 2 k.k. przewiduje odpowiedzialność sprawcy za wypadek, którego następstwem jest śmierć innej osoby albo ciężki uszczerbek na zdrowiu. Kara wynosi w tym przypadku od 6 miesięcy do 8 lat pozbawienia wolności. Jednak trzeba pamiętać, że sam tragiczny skutek nie wystarczy jeszcze do skazania. Prokuratura musi bowiem wykazać kilka rzeczy jednocześnie: że kierowca naruszył zasady bezpieczeństwa w ruchu, że naruszenie to było co najmniej nieumyślne, że między tym naruszeniem a śmiercią pokrzywdzonego istnieje związek przyczynowy i wreszcie, że kierowcy można przypisać winę. To ostatnie jest najważniejsze przy omawianym tutaj zdarzeniu – kierowca zasłabł albo zemdlał. Kodeks karny mówi wprost: nie popełnia przestępstwa sprawca czynu zabronionego, jeżeli nie można mu przypisać winy w czasie czynu.

Jeżeli więc kierowca rzeczywiście nagle stracił przytomność, bez wcześniejszych sygnałów ostrzegawczych, bez wiedzy o chorobie, bez lekceważenia zaleceń lekarskich, bez jazdy mimo złego samopoczucia, to obrona ma bardzo mocny argument: nie było realnej możliwości pokierowania swoim zachowaniem. A skoro nie było możliwości świadomego zareagowania, trudno mówić o zawinionym naruszeniu zasad bezpieczeństwa.

Inaczej będzie, jeżeli dowody pokażą, że kierowca wcześniej czuł się źle, miał rozpoznaną chorobę, przyjmował leki wpływające na zdolność prowadzenia, był skrajnie zmęczony i senny, a mimo to świadomie zdecydował się jechać dalej. Wtedy prokuratura może twierdzić, że problem nie zaczął się dopiero w momencie utraty kontroli nad autem, ale wcześniej – w chwili podjęcia decyzji o prowadzeniu pojazdu.

Dlatego w tej sprawie linia obrony powinna iść w stronę bardzo dokładnego odtworzenia stanu zdrowia kierowcy przed wypadkiem.

Co powinna robić obrona?

Pierwszy kierunek to dokumentacja medyczna. Trzeba ustalić, czy 57-latek chorował kardiologicznie, neurologicznie, diabetologicznie, czy miał epizody omdleń, zaburzenia rytmu serca, problemy z ciśnieniem, cukrzycę, padaczkę, zaburzenia snu albo inne schorzenia mogące skutkować nagłą utratą przytomności. Kluczowe jest też to, czy o takich problemach wiedział.

Drugi kierunek to badania po wypadku. Jeżeli kierowca twierdzi, że zasłabł albo zemdlał, obrona powinna wnosić o opinię biegłych lekarzy, a nie ograniczać się tylko do opinii biegłego z zakresu rekonstrukcji wypadków. W takich sprawach potrzebna może być opinia kardiologa, neurologa, diabetologa, toksykologa, a czasem specjalisty medycyny snu.

Trzeci kierunek – rekonstrukcja samego zdarzenia. Media podawały, że auto miało zmienić tor jazdy i uderzyć w rowerzystę; pojawiają się też informacje o ograniczeniu prędkości do 40 km/h w miejscu zdarzenia. To wszystko musi zostać sprawdzone przez biegłego z zakresu rekonstrukcji wypadków drogowych: prędkość, tor jazdy, położenie pojazdów, ślady hamowania albo ich brak, uszkodzenia pojazdu i roweru, widoczność, stan nawierzchni, możliwość reakcji, czas reakcji oraz to, czy zachowanie pojazdu jest zgodne z wersją o nagłej utracie świadomości.

Czwarty – dane techniczne i cyfrowe. Warto zabezpieczyć monitoring, dane z telefonu, ewentualne systemy pojazdu, historię połączeń, lokalizację, dane z urządzeń medycznych, jeśli kierowca takich używał, oraz dokumentację z pomocy medycznej udzielonej po zdarzeniu.

I wreszcie piąty kierunek – ostrożność przy wyjaśnieniach. Media informowały, że podejrzany miał przyznać się do zarzucanego czynu i złożyć obszerne wyjaśnienia, a prokuratura oceniała część jego wypowiedzi jako budzącą wątpliwości. W praktyce przyznanie się w sprawach wypadkowych bywa nieprecyzyjne. Ktoś może stwierdzić, że zawinił bo kierował pojazdem, ale to nie znaczy jeszcze, że zawinił w rozumieniu prawa karnego. Obrona powinna pilnować tego rozróżnienia.

Jeżeli było nagłe omdlenie, sprawa może się zakończyć umorzeniem albo uniewinnieniem

Jeżeli postępowanie wykaże, że doszło do nagłej, niezawinionej utraty przytomności, której kierowca nie mógł przewidzieć, to odpada podstawowy element odpowiedzialności karnej, jakim jest wina. W takiej sytuacji nie chodzi o pobłażliwość, tylko o fundament prawa karnego. Kodeks postępowania karnego przewiduje, że postępowania nie wszczyna się, a wszczęte umarza, jeżeli czyn nie zawiera znamion czynu zabronionego albo ustawa stanowi, że sprawca nie popełnia przestępstwa. Na etapie sądowym możliwe byłoby również uniewinnienie, jeśli sąd uzna, że nie udowodniono zawinionego naruszenia zasad bezpieczeństwa.

Trzeba jednak uważać na jedno: przy tej kwalifikacji, czyli art. 177 § 2 k.k., zasadniczo nie wchodzi w grę warunkowe umorzenie postępowania. Warunkowe umorzenie jest możliwe tylko przy spełnieniu przesłanek z art. 66 k.k., w tym przy przestępstwie zagrożonym karą nieprzekraczającą 5 lat pozbawienia wolności. Art. 177 § 2 k.k. przewiduje karę do 8 lat, więc przy tej kwalifikacji ta droga jest zamknięta. To oznacza, że obrona nie powinna budować przekazu na zasadzie: „warunkowo umorzyć, bo to był wypadek”. Przy art. 177 § 2 k.k. realna linia jest inna: albo wykazanie braku winy, albo walka o łagodny wymiar kary, jeżeli wina zostanie wykazana.

Tymczasowe aresztowanie wygląda na środek bardzo surowy

Osobny temat to tymczasowe aresztowanie. W sprawach o wypadki drogowe areszt nie powinien być automatem. Tymczasowe aresztowanie nie jest karą za skutek. Nie powinno też być reakcją na medialną presję, społeczne wzburzenie czy rozpoznawalność ofiary. Zgodnie z art. 257 § 1 k.p.k. tymczasowego aresztowania nie stosuje się, jeżeli wystarczający jest inny środek zapobiegawczy. Środki wolnościowe to między innymi poręczenie majątkowe, dozór policji, zakaz opuszczania kraju, zatrzymanie paszportu, zakaz prowadzenia pojazdów czy obowiązek stawiennictwa.

W tej sprawie, przynajmniej jak wynika z informacji publicznych, mamy 57-letniego mężczyznę, który miał być wcześniej niekarany. Jeżeli ma stałe miejsce zamieszkania, rodzinę, pracę, nie podejmował prób ucieczki, nie mataczył i nie wpływał na świadków, to trudno zrozumieć, dlaczego izolacja miałaby być konieczna. Zwłaszcza że sam sąd dopuścił możliwość wyjścia po wpłacie 40 tys. zł poręczenia, z dozorem policji i zakazem opuszczania kraju.

To pokazuje pewną sprzeczność: skoro poręczenie, dozór i zakaz opuszczania kraju mogą wystarczyć po wpłacie pieniędzy, to trzeba postawić pytanie, czy areszt był rzeczywiście niezbędny od początku. W takich sprawach istnieje ryzyko, że tymczasowe aresztowanie staje się odpowiedzią na społeczną nagonkę, a nie chłodną oceną procesową. Nie chodzi o lekceważenie tragedii. Chodzi o zasadę: areszt ma zabezpieczać postępowanie, a nie zaspokajać oczekiwanie natychmiastowej odpłaty.

Ta sprawa będzie sprawą biegłych

Wypadki drogowe ze skutkiem śmiertelnym bardzo często rozstrzygają się nie na poziomie emocji, ale opinii biegłych. Tu prawdopodobnie kluczowe będą co najmniej dwie grupy opinii.

Po pierwsze, opinia biegłego z zakresu rekonstrukcji wypadków drogowych. Biegły będzie oceniał tor ruchu pojazdu, prędkość, możliwość uniknięcia zderzenia, czas reakcji, ślady na jezdni, uszkodzenia pojazdów, miejsce kontaktu i zachowanie uczestników ruchu.

Po drugie, opinie medyczne. Jeżeli obrona podnosi wersję o omdleniu, nie da się tej sprawy rzetelnie ocenić bez odpowiedzi na pytanie, czy nagła utrata przytomności była medycznie możliwa, czy była przewidywalna oraz czy kierowca mógł wcześniej rozpoznać zagrożenie.

To będzie zasadnicza oś sporu: czy kierowca po prostu naruszył zasady bezpieczeństwa, czy też doszło do nagłego, niezawinionego zdarzenia zdrowotnego, które pozbawiło go kontroli nad pojazdem.

Tragedia nie zwalnia sądu z chłodnej oceny dowodów

Śmierć człowieka na drodze zawsze jest ogromną tragedią – zarówno dla rodziny pokrzywdzonego, jak i sprawcy. Śmierć osoby publicznej, rozpoznawalnej i lubianej, wywołuje jeszcze większe emocje. To zrozumiałe. Ale proces karny nie może być prowadzony pod dyktando komentarzy internetowych.

Jeżeli kierowca zasłabł z przyczyn, których nie mógł przewidzieć, obrona powinna konsekwentnie zmierzać do wykazania braku winy. Jeżeli natomiast okaże się, że do wypadku doszło wskutek zawinionego naruszenia zasad bezpieczeństwa, wtedy spór przeniesie się na wymiar kary, ocenę stopnia winy, dotychczasową niekaralność, postawę po zdarzeniu i możliwość orzeczenia kary wolnościowej albo kary pozbawienia wolności z warunkowym zawieszeniem, o ile przepisy i okoliczności na to pozwolą.

Na dziś jedno jest pewne: tej sprawy nie wolno rozstrzygać skrótem myślowym „zginął człowiek, więc kierowca musi siedzieć”. Prawo karne wymaga więcej. Wymaga dowodu winy. A jeżeli winy nie da się przypisać, sąd nie powinien skazywać – niezależnie od tego, jak dramatyczny był skutek.

Autor: Ernest Mocarski, Adwokat karnista

Ernest Mocarski

Od ponad dekady naszą misją jest pomoc osobom oskarżonym w sprawach karnych.

Podejmujemy się każdej sprawy zespołowo, przy czym honorarium jest ustalane jak za pojedynczego prawnika. Jesteśmy przekonani, że wspólne myślenie przynosi lepsze efekty niż działanie w pojedynkę, co gwarantuje, że nasza strategia obrony jest zawsze starannie opracowana.

Przeprowadzimy Cię przez labirynt prawa
i przywrócimy wiarę w lepsze jutro.

Rozpocznijmy Twoję obronę w 3 szybkich krokach!

Poznasz swoje szanse na złagodzenie lub uniknięcie wyroku.
Dostaniesz dokładną informacje nt. taktyk i wariantów obrony. Poczujesz, że jesteś w rękach dwócczcionka h skutecznych obrońców. Wróci Ci nadzieja na "lepsze jutro".

Zadzwoń do nas i porozmawiajmy o Twojej sprawie
Umów się na wstępną konsultację i ustalmy warianty obrony
Pozwól nam Ciebie reprezentować i wydostać z tarapatów

Zadzwoń lub wyślij wiadomość.
Porozmawiajmy o tym jak możemy pomóc w Twojej sprawie.

Specjalizujemy się w prawie karnym

Zobacz wszystkie usługi